Cena słabości

Nie wszystkie dzieci w szkole lubią Matuszkę Ulanę. Jednak wszystkie się jej trochę boją. I nie wiadomo do końca co napawa większym lękiem. Czy to że już trzy razy umarła? A może to, że usycha jej ręka i że ma torbiel na mózgu? A może powodem tego strachu jest, że codziennie po szkole Matuszka Ulana jedzie do Vlasowki i tam cała ubrana na czarno daje świadectwo?


A wszyscy którzy tego świadectwa wysłuchują, patrzą na nią z mieszaniną lęku, pragnienia i nadziei. Potem Ulana podchodzi do każdego i daje do pocałowania duży, pozłacany, prawosławny krucyfiks. I odbiera przysięgę. O tym co się stało z bliskimi tych, którzy złamali przysięgę, krążą mrożące krew w żyłach opowieści. Matuszka Ulana jest bohaterką jednej z nich.

Na początku była gorzała. Tatiana nie była w stanie poradzić sobie z nią sama. Widziała co dzieje się dookoła niej. Jak w wódce rozpływa się jej rodzina, jak wszystko staje się nierzeczywiste. Jak całe życie traci sens. Aż któregoś dnia zaczął umierać jej syn i Tatiana zrozumiała, że jeżeli niczego nie zrobi teraz, to nie uda się jej zrobić już nigdy. I że umrze. Więc powlekła się do cerkwi, złożyła śluby. Od dzisiaj ani kropli trucizny. Nikt i nic tego nie zmieni. To było 17 lat temu. Z początku trochę nią trzęsło, ale dała radę, przetrzymała najgorsze. Nie wiedziała, że świat jest taki piękny. O wiele piękniejszy niż pamiętała go zanim zaczęła pić. Bo kiedy Tatiana wyszła z cerkwi ujrzała świat zalany blaskiem bożej chwały. I czuła jak ten blask ją zalewa, jak przechodzi przez nią i jak napełnia jakąś nieznaną siłą. Zrozumiała, że Bóg nie pomógł jej tylko przez wzgląd na nią samą. Zrozumiała że Bóg dał jej siłę aby pomagała bliźnim. I wtedy stał się cud. Tatiana umarła. A z tego co z zostało, z tej kruchej, biednej istoty narodziła się surowa kobieta o kamiennej twarzy i stalowych oczach. Matuszka.

Nie wiadomo jakim sposobem o dziwnej, natchnionej niewieście zaczęli dowiadywać się ludzie. Wkrótce do Vlasowki zaczęli ściągać opętani przez gorzałkę, narkotyki i inne trucizny, które grzesznym podsuwa szatan. Nieszczęśliwi padali do stóp, prosili o błogosławieństwo. Między tymi wrakami były kobiety podobne do Tatiany. Takie które już stały na krawędzi i które wiedziały, że jeżeli postąpią chociaż krok wpadną w otchłań z której wydobyć się nie ma sposobu. Niektóre z nich zostawały. Tak jak Róża, kucharka co to lekarze chcieli jej odciąć pierś, bo mówili że nie ma innej rady. Albo Fatima, która jak ją mąż przywiózł pierwszy raz, miała gruźlicę i pluła krwią i w ogóle była jakby trochę opętana.

Albo Larisa. Kiedyś Larisa obudziła się i pojęła że nie ma już rodziny. Mąż odszedł już dawno, a córka wyprowadziła nawet nie wiadomo za bardzo gdzie i nie chce jej znać. No bo też, między Bogiem a prawdą, kto by chciał znać taką alkoholiczkę. Przychodzili kolejni mężczyźni których imion Larisa nie pamięta, albo i nigdy nie znała, zostawiali w niej ślad i znikali. Ręka Larisy sięgnęła po butelkę i Larisa zasnęła. A kiedy się znowu obudziła, była w więzieniu. Za kradzież, albo rozbój. Dzisiaj nie jest pewna za co siedziała. Więzienie uratowało jej życie. Tam odnalazła ją Matuszka Tatiana. Larisa mieszka we Vlasowce. Opiekuje się kaplicą, czasem pomaga Róży w kuchni, dba ogród. Czasem na prośbę Matuszki opowiada swoją historię i wtedy obie płaczą. Ona płacze, Matuszka Tatiana płacze, płacze też Matuszka Ulana i kucharka Róża. Tylko Fatima przygląda się temu obojętnym wzrokiem. Fatima wygląda jakby nigdy nie płakała.

We Vlasowce pielgrzym wpisuje się na listę. Potem czeka na podwórku, albo jeżeli przyjechał samochodem to w samochodzie zaparkowanym na poboczu poznaczonej dziurami i pokrytej pyłem wiejskiej drogi. Kiedy przychodzi jego kolej wraz z innymi wchodzi do domu. W tym domu izby zostały zamienione w kaplicę a nawa sieni kończy ołtarzem. Wchodzi się w małych grupach, nie więcej jak 20 osób. Więcej się nie pomieści. W jednej z izb o okopconym świecami suficie czekają Matuszki. Ulana stoi skromnie ze zwieszoną głową w ciemnym rogu pokoju. Wygląda ja rzeźba, płomień świec w niespokojnych refleksach wydobywa z półmroku jej złożone na piersi dłonie. Potem ta, która kiedyś była Tatianą, daje świadectwo. Opowiada swoją historię, jak straciła w życiu wszystko i jak, kiedy już została pozbawiona wszelkiej nadziei, zwróciła się do Boga. Potem raz jeszcze tłumaczy to, co i tak wszyscy wiedzą. Ale tłumaczy, bo to wielka odpowiedzialność. Tak więc w krótkich zdaniach jakby streszczała instrukcję obsługi, opowiada czym jest przysięga, a przede wszystkim jakie są jej konsekwencje. A żeby nie pozostawiać miejsca na wątpliwości, czy interpretacje Matuszka Tatiana prosi o świadectwo Matuszkę Ulanę. Matuszka Ulana postępuje krok do przodu, podwija rękaw czarnego habitu i pokazuje swoją zdeformowaną rękę. I zaczyna mówić.

Mechanizm jest prosty, przysięgasz przed Matuszką, ale w istocie przysięgasz przed Bogiem. Ona jest jedynie przedstawicielem, przekaźnikiem. Tak więc składana jest przysięga. A potem są dwie możliwości, dwie drogi. Albo w przysiędze się wytrwa, wtedy świat stanie się piękny i zalany blaskiem bożej chwały. Albo przysięgający sprzeniewierzy się Bogu. Wtedy konsekwencje poniesie ktoś bliski. Żona, ojciec, syn, czy jak w przypadku Matuszki Ulany, córka.

Z Matuszką Ulaną rzecz miała się zupełnie inaczej. Żyła bogobojnie, w dobrym zdrowiu, nie była niepokojona przez demony. Ale jej ojciec pił. Pił i zadręczał tym siebie i rodzinę. I niby tak chciał przestać, ale gdzieś bez przekonania. Raz po raz bardziej pod wpływem bliskich niż wewnętrznej potrzeby pić przestawał, ale też zawsze wynalazł powód, aby pić z powrotem zacząć. I tak to się toczyło przez dni, tygodnie, lata. Aż w końcu tak się tym zmęczył, tym całym odwlekaniem, tym rozciąganiem, kolejnymi obietnicami i ich łamaniem, i tak się już poczuł jak ściera jakaś, że wziął i pojechał do Vlasowki. Stanął przed Matuszką, wysłuchał jej świadectwa, wysłuchał pouczeń, złożył przysięgę i przypieczętował pakt z Bogiem, składając pocałunek na pozłacanym krucyfiksie. A potem wrócił do domu i rzeczywiście przez jakiś czas nie pił. Ale jak się okazało nie pił tylko dlatego bo szukał powodu żeby się napić. Gdy powód ojciec znalazł to się upił. No i nie dalej jak tydzień później Ulanę przejechał samochód. To była jej pierwsza śmierć kliniczna. Poza tym samochód złamał jej nogę, rękę, połamał żebra, uszkodził odcinek szyjny kręgosłupa, czaszkę i śledzionę. Oprócz tego miała szereg drobniejszych uszkodzeń narządów wewnętrznych. Tak czy inaczej Ulana nie była w najlepszej dyspozycji kiedy przywieziono ją do Vlasowki. Prosiła o pomoc, o wstawiennictwo. Niestety Matuszka Tatiana nie mogła jej niczego obiecać. Matuszka Tatiana tłumaczyła, że nie ma takiego wpływu na Boga jak jej się powszechnie przypisuje. Tak chcąc być precyzyjnym nie ma wpływu na Boga w ogóle. Jedynym sensownym wyjściem z tej niełatwej sytuacji, według niej, była żarliwa modlitwa i błaganie litościwego stwórcę o łaskę. Ulana zaczęła się modlić. A kiedy się modliła czuła się lepiej, zdrowiała. I coś jeszcze. Czuła jak zalewa ją dziwny blask, jak ten blask przechodzi przez nią i jak napełnia jakąś nieznaną siłą. Opowiedziała co dzieje się z nią podczas modlitwy. Matuszka Tatiana zobaczyła w tym siebie, siebie sprzed lat i pojęła, że to znak. Ulana została zesłana przez Boga. Ku pomocy w dziele, ale też jako potwierdzenie że droga którą kiedyś obrała jest drogą słuszną. I tak Ulana została Matuszką.

Chociaż tak naprawdę Ulana nie jest jeszcze pełnoprawną Matuszką. Przynajmniej w sensie prawnym. Jest na to jeszcze za młoda. Ma 15 lat i najpierw musi skończyć szkołę. Ale kiedy już szkołę skończy i osiągnie pełnoletność zamieszka we Vlasowce i będzie pomagała ludziom. Jeżeli oczywiście tego dożyje. A to akurat nie jest takie pewne. Ostatnio jej ojca wzięło na rzucanie palenia. Przysiągł, a przysięgę przypieczętował pocałunkiem. A potem znowu zaczął palić. Dostał zawału. Brat Ulany poszedł do więzienia. U niej zdiagnozowano torbiel na mózgu a ręka, ta którą połamał samochód, zaczęła schnąć, ostatnio złamała palec u stopy. Ale jest pełna nadziei. Na razie chodzi do szkoły. Część dzieci Matuszkę Ulanę lubi a część nie. Ale wszystkie się jej trochę boją.
Trwa ładowanie komentarzy...