Miłość, śmierć i choroby - przedsiębiorstwo pożytku publicznego

Zabić człowieka jest w zasadzie prosto. Jeżeli oczywiście wiemy jak się do tego zabrać. A robi się to tak; Cyganka Natalia podnosi na wysokość oczu cienką cerkiewną świeczkę.



Najpierw trzeba wyjąć knot. Pomarszczone palce chwytają knot i wypruwają go z wosku z łatwością świadczącą o sporej wprawie. Wygląda to trochę jak patroszenie. Wzdrygam się chociaż wydaje mi się że w to nie wierze. Nie wierzę w zabijanie za pomocą wosku, paru igieł i zaklęcia. Ale mimo że nie wierzę, to jakoś się wzdrygam.

Wypruty knot w tym konkretnym przypadku do niczego się nie przyda, więc z czystym sumieniem można go wyrzucić. A z wosku lepi się figurkę. Figurka powinna przypominać człowieka. W tę podobiznę wbija się nie mniej, jak i nie więcej, tylko sześć dużych igieł i i szepcze odpowiednią formułę. Kiedy figurka jest już dostatecznie nasączona mroczną inwokacją zakopuje się ją i właściwie to wszystko. Człowiek umiera. Takiemu człowiekowi nic nie pomoże. Żaden egzorcysta, znachor, lekarz. Nikt.

Oczywiście ona sama nie rzuca takich czarów, ona sama wzdryga się przed odbieraniem ludziom życia. Jednak kiedy Cyganka Natalia opowiada jak się wzdryga, jej usta rozciągają się w uśmiechu, który rozbłyska złotymi zębami. I od tego uśmiechu robi się nieprzyjemnie. Tak jakoś chłodno.

Natalia wie jak to się robi. Jest w branży od jakichś czterdziestu lat. Swoim klientom oferuje szeroki wachlarz usług. Wszystko zależy od fantazji, determinacji i zasobności portfela. Oferta zawiera różnorakie działania z zakresu szeroko pojętej medycyny ludowej, z wyraźnym akcentem na aspekt magiczny. W ofercie jest segment usług zaprojektowanych dla osób samotnych, będących już znużonymi samotnością. Osób nie mających szczęścia w miłości. W miłości, w interesach, nauce, karierze oraz mających zasadne podejrzenia, że sąsiadka, za dnia miła, pomocna i życzliwa, po zmroku zza uchylonej zasłonki miota w stronę nieruchomości podejrzewającego czary i klątwy.

Czary. Czary są eleganckim, klarownym i logicznym wyjaśnieniem wielu zjawisk z jakimi stykamy się na każdym kroku, które dotyczą nas bezpośrednio i które nierzadko w sposób gwałtowny zmieniają nasze życie.

Załóżmy tak zupełnie teoretycznie, że do Cyganki Natalii przybywa kobieta. Kobieta skarży się na uporczywe bóle głowy i opowiada jak to była u lekarza pierwszego kontaktu i jak lekarz przepisał jej proszki. Jakie to proszki? – pyta Cyganka, a na jej twarzy pełga ironia. Na ból głowy odpowiada bez chwili wahania kobieta i wyciąga z torebki tekturowe opakowanie leków, na którym widnieje nazwa farmaceutyku i nazwa podmiotu odpowiedzialnego. Wszystko, uwaga, napisane cyrylicą. Jaka ty jesteś głupia, Natalia kręci głową, nie mogąc się nadziwić ludzkiej naiwności. Leczy się powody a nie objawy. A jakie według jaśnie oświeconego lekarza pierwszego kontaktu są powody bólu? Ano migrena – mówi kobieta, ale mówi to już z wahaniem i tak jakby z pewnym lękiem przed kompromitacją. Nie kompromituj mi się tutaj - przerywa Cyganka Natalia – albowiem migrena to też objaw a nie powód. Siądź no tu, niechaj wtłukę do słoika jajko.

Jajko zostaje wtłuczone do słoika, który uprzednio zalano wodą. Natalia patrzy na słoik z wodą i jajkiem pod światło, a z jej doświadczeniem to naprawdę wystarczy rzut oka. Zgodnie z przewidywaniami ból głowy nie ma nic wspólnego z migreną. Został wywołany czarem, ma charakter magiczny.

Czar nie jest specjalnie skomplikowany, żadna tam wielopoziomowa konstrukcja wymagająca wizyt na cmentarzu, czy zmuszająca do inwokacji podczas pełni. Taki czar to ona zdejmuje na poczekaniu i naprawdę nie jest to zabieg kosztowny. Ale po zdjęciu czaru warto chyba się zastanowić, kto zdjęty czar rzucił. No bo jeżeli czar był to ktoś go musiał rzucić. Co prawda zdarzają się sytuacje, w których klątwę dostaje się jakby rykoszetem, przez przypadek. Jednak są to zdarzenia wyjątkowe. A przez wyjątkowość rzadkie.

Tak więc kto? Dumają obie, kobieta i Natalia i wychodzi im że, jakby nie kalkulować, czar miotnęła koleżanka z pracy, suka jedna. Ostatecznie kobieta wychodzi, uiściwszy zwyczajową opłatę i jakkolwiek głowa ją nadal boli, i najprawdopodobniej bolała będzie, i nadal będzie połykała proszki przeciwbólowe wyłuskane z opakowań pokrytych cyrylicą, ale teraz to już nie jest takie istotne. W tym przypadku najważniejsze jest to, że koleżanka z pracy zarobiła nieżyt żołądka i teraz ona też trochę się pomęczy. Nieżyt żołądka to nie jest skomplikowany czar. Można go rzucić bez konieczności chodzenia na cmentarz i wykonywanie skomplikowanych inwokacji.

Cyganka Natalia przyjmuje zwykle na terenie swojej posesji położonej na peryferiach Krasnodaru. Nie wyróżniająca się niczym specjalnym, pomalowana złuszczoną niebieską farbą metalowa brama. Do furtki przyspawana pięcioramienna sowiecka gwiazda. Po drugiej stronie zalane spękanym asfaltem podwórko. W cieniu owocowego drzewa rosnącego pod ogrodzeniem niewielki kwadratowy nakryty ceratą stolik.

Na ceracie narzędzia pracy. Świece, słoik, jajka, święte obrazki i kilka talii kart. Każda talia ma inny zakres, inną długość fali. Ta wyglądająca na najświeższą i najmniej zużytą służy do wróżb krótkoterminowych. Takich do miesiąca. Druga do wróżb o zasięgu kwartalnym. A ta najbardziej złachana, pozaginana i zaplamiona to okręt flagowy, przewiduje przyszłość przekraczającej okres jednego roku kalendarzowego. To bardzo stara talia, Cyganka Natalia ma ją właściwie od zawsze. Uczyła się na niej wróżyć. Na tych kartach są ślady wielu wróżb i wielu ludzkich losów. Te pozaginane zniszczone zaplamione kartki tektury determinowały decyzje i, co za tym idzie, losy kilku pokoleń krasnodarskich Cyganów.

Załóżmy, tak zupełnie teoretycznie, że do Cyganki Natalii przybywa mężczyzna, który wszedł już w tę osobliwą smugę cienia nazywaną jesienią życia. Czuje się samotny. Owdowiał, albo tę samotność nabył w innych, nie mniej dramatycznych okolicznościach. On chciałby mieć kobietę. Kobietę która zajęłaby się domem, która by go kochała i która równie gorącym uczuciem darzyłaby jego dzieci i jego wnuki. Ale jednocześnie aby była, ta kobieta miła w dotyku i żeby można było na nią patrzeć bez przykrości. Znaczy żeby młoda była.

A masz jakąś na oku? - zagaja Natalia, mówi głośno bo czcigodny starzec nie słyszy na jedno ucho. On odpowiada że ma. A ile ma lat, jeśli można wiedzieć - pyta Cyganka, która z doświadczenia wie, jakie rzeczy przychodzą do głowy mężczyznom kiedy już osiągną pewien stopień zużycia. Mężczyzna mówi ile. No nie wygłupiaj się - dyscyplinuje Natalia – za takie coś to będziesz miał prokuratora. Starsza musi być. To on jej na to, że ma na oku też taką starą, siedemnastoletnią. No już lepiej – mruczy cyganka Natalia i mówi mężczyźnie, co powinien uczynić. A powinien on, nie mniej jak i nie więcej, tylko iść na cmentarz i zabrać ziemię z trzech grobów. Może to zrobić za dnia, pora nie ma tu specjalnego znaczenia. Ziemie z trzech grobów przynosi do Natalii, a ona tę ziemię zaklina. Następnie idzie pragnący miłości stary mężczyzna z tą zaklętą ziemią do trzech cerkwi, a kiedy już ten pokrętny liturgiczny obchód skończy rozrzuca ją pod wiatr. I za czterdzieści dni jest miłość. Prawdziwa i szczera i taka pozbawiona wątpliwości.

Czy nie ma w tym niczego złego? Czy to co robi nie jest niemoralne? Cyganka Natalia absolutnie nie ma jakichkolwiek wątpliwości. Nie rzuca przecież klątw bez głębszej refleksji, bez zastanowienia. Przecież to oczywiste. Kiedy ktoś chce zlecić u niej klątwę najpierw musi przysiąc na świętą ikonę, że ten na kogo klątwa ma zostać rzucona naprawdę na nią zasłużył. A czary miłosne? Cóż… dziewczęta w pewnym wieku mają pstro w głowie i jest dobre, właściwe, a nawet konieczne żeby ktoś, kto ma odpowiednie doświadczenie i mądrość zadecydował za nie.

Czy jednak nie ma wyrzutów sumienia? Nie – odpowiada Cyganka Natalia – znam takie specjalne modlitwy. Oczyszczam się nimi.
Trwa ładowanie komentarzy...