Jałtański lot na Nitron

Kiedy przybywają goście z Nitrona dom przy ulicy Kwiatowej dygocze od fundamentów po smołowany dach. W bloku postawionym przez budowniczych Związku Radzieckiego jeszcze za czasów Chruszczowa tworzą się szpary, przez które wdziera się oślepiające światło które upiornie, w poszarpanych liniach wędruje przez podłogę, włazi na ściany i znika, gdy osiągnie sufit sypialni. Zupełnie jakby przez centrum Jałty szedł na ulicę Kwiatową olbrzym i przyświecał sobie latarką.

Co czynicie - szepcze przerażona Ałła Nikołajewna Cymbal - późno jest, ludzi pobudzicie! A oni na to – nie martwcie się Ałło Nikołajewno, albowiem wszystko co czynimy, czynimy tak, abyś tylko TY nas słyszała i tylko TY nas widziała. To ją uspokaja.
Wszystko zaczęło się jakoś tak po śmierci syna. Najpierw zaczęła czuć mrowienie w dłoniach, jakby pomiędzy palcami przeskakiwał prąd. Czuła to z dnia na dzień mocniej i w końcu całe jej ciało pulsowało dziwaczną energią, z którą nie miała pojęcia co począć.
Potem zaczęła widzieć duchy. Duchy są przy każdym człowieku. Jeżeli przy człowieku nie ma żadnego ducha to niechybnie oznacza, że jest z nim coś nie tak. Najprawdopodobniej nie żyje. Nawet jeżeli jemu, jego rodzinie i znajomym z pracy wydaje się że jest inaczej. Duchy są z natury bystre, wnet zorientowały się, że Ałła je widzi, a ponieważ czują się samotne i łakną kontaktu z żywym człowiekiem zaczęły z nią rozmawiać. Czasem opowiadały jej rzeczy straszne, czasem pożyteczne, czasem zwyczajne, ale zawsze były to rzeczy ciekawe. Mówiły na przykład – spójrz na tego młodego człowieka, toczy go rak, ale on jeszcze o tym nie wie. Umrze w przyszłym roku. Albo ten w szarym prochowcu, powiększona trzustka. Albo ta w zbyt jaskrawej szmince, biedna kobieta, jej mąż to moczymorda i skurwysyn. Zdradza ją. Potem duchy zaczęły tłumaczyć jak używać tej dziwnej energii, która wtedy już prawie się w niej nie mieściła, do pomagania bliźnim. Duchy uczyniły ją uzdrowicielką.
Tę energię może poczuć każdy, kto znajduje się w pobliżu. Wystarczy oczyścić umysł, zamknąć oczy i trzymać przed sobą otwarte dłonie. Ałła Nikołajewna zachęca mnie do tego z łagodnym uśmiechem. Oczyszczam umysł, zamykam oczy i posłusznie wyciągam przed siebie ręce.

Ludzie zaczęli się dowiadywać o niezwykłej mocy Ałły Nikołajewny Cymbal i do niepozornego bloku na peryferiach Jałty zaczęli przybywać potrzebujący z miasta, potem z obwodu, potem całej autonomicznej republiki, a potem i spoza niej i w końcu nawet zza granicy też zaczęli przybywać. Nie do końca jej się to podobało, mieszkanie ma nieduże, ale schludne i porządnie utrzymane, a tutaj obcy jacyś zaczęli włazić z butami, wystawać na podeście schodowej klatki i przesiadywać na ławkach pod oknami. Ale cóż począć, nie wybieramy łaski, która na nas spływa. I kiedy uzdrowicielka pogodziła się z tym, kim się stała, którejś nocy poleciała na Nitron.
Otwieram oko i zerkam w lewo. Przy zawalonym bibelotami kredensie stoi Maria. Maria ma natchniony wyraz twarzy i wygląda na szczęśliwą. Parę lat temu zastukała do drzwi mieszkania przy ulicy Kwiatowej z zapytaniem jak ma żyć i tak już została. Jest kimś w rodzaju asystentki. Kontroluje napływ pacjentów, dba aby Ałła Nikołajewna miała spokój kiedy go potrzebuje i żeby w mieszkaniu było czysto.
Nitron to planeta położona w najdalszej, najstarszej części kosmosu. Z pozoru przypomina ziemię, jednak jest od niej niewymownie piękniejsza. Wszystko na Nitronie jest wspanialsze, barwy bardziej soczyste, powietrze i woda krystaliczne, czyste a niebo, niebo jest błękitne jak u jakiegoś Van Gogha. Nitron jest planetą idealną. Nic dziwnego, mieszka tam Bóg. Oprócz Boga żyją tam aniołowie, święci oraz ta garstka ludzi, którzy na to zasługują, między nimi zmarły syn Ałły Nikołajewny.
Do pokoju zagląda sąsiadka. Do tej pory własnym ciałem tarasowała drzwi wejściowe surowo tłumacząc, że Ałła aktualnie nie przyjmuje bo nawiedzili ją dziennikarze z Polski. Teraz, korzystając z zapadłej ciszy huczy teatralnym szeptem – opowiedz o Uranie, to ich zainteresuje.
Ziemia nie ma bezpośredniego połączenia z Nitronem. Można się tam dostać wyłącznie via Uran. Na tej mrocznej, zimnej planecie jest coś w rodzaju stacji tranzytowej. To miejsce gdzie oddziela się ziarno od plew. Muszą tam wysiąść wszyscy ci, którzy nie dostąpili przywileju postawienia stopy na planecie Boga. Taki, dajmy na to, Kaszpirowski. Ałła często lata z Kaszpirowskim. Jednak ten znany hipnotyzer zawsze i niezmiennie wysiada na Uranie. Wynika to z prostego faktu, jest czarnym magiem, a czarnych magów dalej niż za Uran się nie puszcza.

Obok Marii na niskim taboreciku siedzi Radek. Radek jest człowiekiem wielu zalet, a jedną z nich jest wyczucie kadru. Przy Radku stoi reżyser dźwięku Adam. Adam jest bardzo utalentowanym reżyserem dźwięku, który ponadto traktuje swoją pracę w kategoriach misji. Kiedyś przez pół godziny obserwowałem jak tkwił nad brzegiem morza rejestrując charakterystyczny dźwięk fali przyboju. Teraz jednak operator Radek i reżyser dźwięku Adam są zbyt skupieni na wychwytywaniu energii Ałły Nikołajewny Cymbal, aby rejestrować cokolwiek. Przyzwyczaiłem się do tego; praca polegająca na codziennym kontakcie z ludźmi, którzy widzą duchy wymaga kontrolowanego zawieszenia niewiary i zręcznego zarządzania podrzeczywistością.
Głównym miejscem na Nitronie jest gigantyczna aula, zdolna pomieścić tyle istot, ile potrzeba. Co pewien czas zbierają się tam mieszkańcy planety oraz zaproszeni goście. Gdy wszyscy zajmą swoje ściśle oznaczone miejsca, na mównicę wychodzi Bóg i zaczyna wykład. Uzdrowicielka z rozrzewnieniem wspomina swoje pierwsze wykłady. Siedziała wtedy w ostatnich rzędach i była tak daleko, że ledwo co wiedziała Boga. Dziś siaduje w rzędzie trzecim, tuż za aniołami i świętymi. Ten awans ma podwójne znaczenie. Pokazuje, że proces oświecenia ma się ku końcowi, ale oznacza też, że jej czas na ziemi dobiega końca. Świadomość tego przepełnia ją osobliwą melancholią. Nie czuje strachu, nie czuje żalu, czuje coś w rodzaju spokojnego smutku. Żeby go opisać przeczyta wiersz. Maria podaje swojej mentorce plik kartek. Ałła Nikołajewna czyta wiersz o smutku jaki przepełnia ją gdy myśli o tym co przeżyła i jak niewiele czasu jej pozostało. Wzrusza się, czyta z coraz większym wysiłkiem, a jej oczy zachodzą łzami. Powoli zbieramy się do wyjścia. W drzwiach mijam Marię. Nie mogę się powstrzymać, przystaję i pytam czy kiedykolwiek była na Nitronie. Uśmiecha się łagodnie – JESZCZE nie. Wpatruję się w jej oczy, szukam śladu jakiegokolwiek zwątpienia, ale w oczach Marii widzę tylko niezachwiana wiarę.
Trwa ładowanie komentarzy...